Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić pewnym projektem,
którym zajmowałam się od pewnego czasu. Mianowicie wykonałam kilka DIY, na
które pomysły znalazłam w internecie. Najlepsze jest jednak to, że wszystkie
inspirowane są książkami o młodym czarodzieju Harrym Potterze. W tym poście
postaram się zawrzeć dużo zdjęć, które przedstawią Wam moje dzieła. Nie jestem
zbyt plastycznie uzdolnioną osobą, dlatego tym bardziej jestem dumna z tego,
jaki jest efekt końcowy J.
Wykonałam 4 rzeczy: plakat ze
słowami nawiązującymi do książek, lampion Insygni Śmierci, ołówek w kształcie różdżki
oraz zakładkę z błyskawicą na wierzchu.
Enjoy! J
Co myślicie o moich dziełach? Dajcie znać w komentarzu! ;)
wtorek, 27 grudnia 2016
MAGICZNY MARATON / „Harry Potter i
Czara Ognia”
„Zagłuszanie bólu na
jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.”
Od razu zacznę od tego, że jest to
zdecydowanie najlepsza część ze wszystkich, które do tej pory przeczytałam. Po
prostu nie mogłam oderwać się od lektury, książka wessała mnie do środka.
Moją ulubioną
częścią książki był Turniej Trójmagiczny. Umierałam z ciekawości, aby
dowiedzieć się, jakie będą następne zadania, przez które muszą przejść uczestnicy.
Bardzo zainteresowało mnie również przybycie delegacji z innych magicznych
szkół z całego świata do Hogwartu.
„Nadejdzie czas, w
którym będziecie musieli wybierać między tym,
co słuszne, a tym, co łatwe.”
Z każdą częścią w książkach o Harrym Potterze pojawia się coraz więcej
akcji i emocji. Czwarty tom potrafił jednocześnie wywołać na mojej twarzy
szeroki uśmiech i złamać mi serce. Powieść ta okazała się również bardziej
krwawa i brutalna, niż poprzednie.
J. K.
Rowling kolejny raz dała mi porządny zastrzyk nowych postaci. Poznałam cichego
Wiktora Kruma, piękną i wyniosłą Fleur Delacour i tajemniczego Szalonookiego
Moodiego. Bardzo polubiłam Cedrika Diggoriego, który w tym tomie odegrał dosyć
dużą rolę.
„Co ma być to będzie, a
jak już będzie to trzeba się z tym zmierzyć - powiedział Hagrid.”
CZĘŚĆ ZE SPOILERAMI
Czytasz na własną odpowiedzialność!
W tym poście
postanowiłam po raz pierwszy stworzyć sekcję, w której podzielę się z Wami
moimi przemyśleniami na temat konkretnych wydarzeń w książce. Jest ona
przeznaczona dla osób, które już tę książkę czytały, nie zamierzają jej czytać
lub po prostu nie przeszkadzają im spoilery. Mam nadzieję, że taki pomysł się
Wam spodoba, piszcie w komentarzach co o tym myślicie ;).
Osoby, które
czytały książkę, z pewnością wiedzą, od czego muszę zacząć. Dlaczego do jasnej
ciasnej Cedrik Diggory nie żyje?!?!?! Dlaczego??? Naprawdę bardzo polubiłam tę
postać, był kimś, kto zawsze chciał grać fair. To wszystko wydarzyło się tak
nagle! Cedrik zachował się niezwykle szlachetnie, chciał oddać Harry’emu
puchar, ale jednak złapali go razem, a ja już byłam taka zadowolona, że obaj
wygrali. Niespodziewanie przenoszą się na cmentarz i nagle… Cedrik umiera!!!
Było to wydarzenie, którego się w tej książce kompletnie nie spodziewałam.
Następną
rzeczą, o której chcę wspomnieć, jest związek Kruma i Hermiony, mimo że ich
historia stanowi dosyć mały wątek w całej powieści. Generalnie nie mogę się
doczekać, aż Ron i Hermiona będą razem, jednak muszę przyznać, że Wiktor i Hermiona
również mi do siebie pasowali ;). Podobało mi się to, że przychodził do
biblioteki jedynie po to, aby zaprosić Hermionę na bal oraz to, że lubił
rozmawiać jedynie z nią. Bawiły mnie także przebłyski zazdrości Rona.
Nawet nie
wiecie, jaka dumna byłam z Harry’ego po przeczytaniu sceny opisującej jego
walkę z Voldemortem. Harry pokazał na co go stać i pokonał go! Cieszyło mnie,
gdy czytałam, jak Lord Voldemort powoli tracił odwagę, a w jego oczach pojawiał
się strach przed Harrym, czarodziejem w wieku trzynastu lat. Bardzo wzruszający
był również moment pojawienia się ech Cedrika oraz matki i ojca Harry’ego.
KONIEC CZĘŚCI ZE SPOILERAMI
Podsumowując,
książka była naprawdę przecudowna, pełna zarówno emocji i akcji, jak i momentów
niepewności. Zakończenie okazało się zaskakujące, co cenię sobie w książkach.
Jak do tej pory jest to mój ulubiony tom w tej serii.
„Znasz swoją matkę,
Malfoy, prawda? - powiedział Harry. - Ma minę, jakby jej ktoś podsunął łajno
pod nos... Czy ona zawsze ma taki wyraz twarzy, czy może tylko wtedy, kiedy
jesteś w pobliżu?”
Co myślicie o mojej Części ze
Spoilerami? Piszcie w komentarzach! ;)
niedziela, 11 grudnia 2016
MAGICZNY MARATON / „Harry Potter i
więzień Azkabanu”
„To by znaczyło, że
tym, czego się boisz najbardziej, jest... strach.
To bardzo mądre, Harry.”
Oficjalnie
zmieniam nazwę mojego maratonu. Przymiotnik „jesienny” nie jest już zbyt
trafnym określeniem, ze względu na to, że jesień już właściwie się kończy ;).
Niestety przez natłok nauki nie udało mi się do końca listopada dokończyć
wszystkich książek o Harrym Potterze, a więc od dzisiaj będzie to magiczny
maraton ;).
Tym razem opowiem Wam trochę o trzeciej części serii o młodym czarodzieju, czyli „Harry Potter i więzień
Azkabanu”. Muszę przyznać, że ten tom naprawdę bardzo mi się podobał. Był
zarówno zaskakujący, magiczny, jak i pełen nadziei. Książka nie była
przewidywalna, po prostu nie mogłam się od niej oderwać, ponieważ strasznie
chciałam wiedzieć, co wydarzy się na następnej stronie.
„Myślisz, że umarli, których kochaliśmy, naprawdę nas opuszczają?
Myślisz, że nie przypominamy sobie ich najdokładniej w momentach wielkiego
zagrożenia? Twój ojciec żyje w tobie, Harry, i ujawnia się najwyraźniej, kiedy
go potrzebujesz.(...)”
W powieści pojawiło się również kilka
smutnych wątków, co bardzo mi się podobało, bo przez to w historii zawarte były
emocje, a nie jedynie akcja. W książce, z biegiem fabuły, dowiadujemy się coraz
więcej o okolicznościach śmierci rodziców Harry’ego. Opisy te sprawiały, że
coraz mocniej nienawidziłam mordercy Potterów.
Bardzo polubiłam postać Syriusza
Blacka, tytułowego więźnia Azkabanu. Mimo, że w książce jego postać pojawiła
się tak naprawdę tylko na moment, wzbudził we mnie dużą ciekawość. Jest on
postacią bardzo tajemniczą, a jednocześnie budzącą sprzeczne emocje.
„Uśmiech losu można zobaczyć nawet w tych najciemniejszych chwilach,
jeżeli pamięta się żeby zapalić światło.”
Kolejny raz się powtórzę, ale
naprawdę uwielbiam Albusa Dumbledora, dyrektora Hogwartu. Jest to z pewnością
jeden z najmądrzejszych i najbardziej dobrodusznych bohaterów książkowych,
jakich znam. W książce widzimy, jak wiele jest w stanie zaryzykować, aby zrobić
to, co uważa za słuszne i ocalić niewinną osobę.
Jedno, nad czym ubolewam, to mała
obecność Hermiony w większej części książki. Bardzo mi brakowało jej wyniosłych
komentarzy i momentów zarozumiałości, które zawsze przepełnione są humorem.
Niestety, przez większość powieści praktycznie nie odgrywała żadnej większej
roli.
„Panowie Lunatyk,
Glizdogon, Łapa i Rogacz,
zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników,
mają zaszczyt przedstawić
MAPĘ HUNCWOTÓW.”
Generalnie powieść bardzo mi się
podobała, była dużo lepsza od drugiej części. Pojawiło się kilku nowych
bohaterów, których obdarzyłam wielką sympatią i mam nadzieję, że pojawią się w
następnych tomach. Nie mogę się już doczekać, aż zabiorę się za czwartą część
;).
Kto z Was tak jak ja marzy, aby
kiedyś przelecieć się na hipogryfie? Piszcie w komentarzach!
niedziela, 13 listopada 2016
TEA BOOK TAG
Dzisiaj mam dla was coś trochę
innego niż zazwyczaj, a mianowicie tag. Postanowiłam poeksperymentować trochę i
zdecydowałam się na Tea Book Tag, stworzony przez Weronikę z bloga Bookocholic.
Ja osobiście uwielbiam herbatę i potrafię wypić nawet trzy lub cztery dziennie,
zwłaszcza jesienią. Dlatego myślę, że mimo, że za oknami już śnieg, to miło
jeszcze trochę poczuć jesień :).
Czarna herbata, czyli mój ulubiony
klasyk
W pierwszej kategorii zdecydowałam
się na „Anię z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery. Jest to książka, którą
czytałam jako lekturę. Była to chyba pierwsza lektura, którą mi się w pełni
przyjemnie czytało. Ania uczy nas, jak cieszyć się każdym dniem, nie przejmować
się przeciwnościami losu i akceptować siebie. Jeżeli jeszcze tego nie
czytaliście, to koniecznie to nadróbcie.
„Pamiętaj, że wszystko
można zacząć od nowa.
Jutro jest zawsze świeże i wolne od błędów.”
Zielona herbata, czyli książka tak
nudna, że przy jej czytaniu zasnęłam
Tej kategorii nie traktuję całkowicie poważnie, ponieważ nie
przypominam sobie, żebym kiedykolwiek zasnęła z nudów przy jakiejś książce.
Wybrałam natomiast „Wnuczkę do orzechów”. Na książkach Małgorzaty Musierowicz
wychowała się moja mama, dlatego bardzo chciała, żebym ja też wyrobiła sobie
zdanie na ich temat. Muszę przyznać, że „Wnuczka do orzechów” jest
jedyną jej książką, jaką przeczytałam. Powieść nie za bardzo mnie do siebie
zachęciła i wynudziłam się jak mops.
Czerwona herbata pu-erh, czyli
książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają
Pierwszą książką, która przyszła mi
na myśl, był oczywiście „Hobbit” J. R. R. Tolkiena. Fabuła całej powieści opiera
się na podróży, a bohaterowie niemal ciągle są w ruchu. Do tego książka pełna
jest akcji, a każda strona jest nią przepełniona.
„Aby coś znaleźć,
trzeba poszukać.
Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje.”
Herbata oolong, czyli książka, której
poświęca się zbyt mało uwagi
Myślę, że idealną książką do tej
kategorii jest „Black Ice” Becci Fitzpatrick. Ludzie poświęcają dosyć dużo
uwagi trylogii „Szeptem” tej autorki, natomiast ta książka nie zyskała aż tak
wielu czytelników. A szkoda. Ze względu na swój klimat, jest ona idealna na
zimowe wieczory. Pełno jest w niej akcji i tajemnic, które czasem mrożą krew w
żyłach.
„- Każdy musi mieć
jakieś sekrety - oznajmił.
- Dzięki nim jesteśmy podatni na ciosy.”
Biała herbata, czyli książka
niezasłużenie popularna
Niestety, muszę wymienić tutaj „Pretty
Little Liars, kłamczuchy”, ponieważ kompletnie nie rozumiem fenomenu tej serii.
O ile uważam, że serial jest fenomenalny i naprawdę wciągający, o tyle w
książce nie widzę zbyt wielu „ochów” i „achów”. Zdecydowanie nie jest to
lektura, która wniosła coś do mojego życia.
Herbata yerba mate, czyli książka,
przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła
Od razu pomyślałam o książce, którą
miałam okazję czytać jeszcze w lipcu tego roku, czyli „7 razy dziś” Lauren
Oliver. Główna bohaterka, jak wskazuje tytuł, 7 razy przeżywa ten sam dzień i 7
razy jest on opisany. Gdy 3 razy przedstawiony był ten sam dzień, co prawda z
pewnymi zmianami, ale nieznacznymi, lekko zniechęciłam się do tej książki,
jednak mniej więcej od połowy, gdy akcja zaczęła się rozkręcać, po prostu nie
mogłam się od niej oderwać.
„Czasem boję się zasnąć
z powodu tego, co za sobą zostawiam.”
Herbata ziołowa, czyli książka, którą
czytano mi na dobranoc, gdy byłam mała
Do tej kategorii wybrałam „Bajeczne
opowieści”, opisujące przygody postaci bajek Disneya. Książka jest przepięknie ilustrowana i zawiera wiele historii, które znamy z bajek
animowanych. Od razu muszę dodać, że oczywiście najbardziej lubiłam opowieści o
księżniczkach ;).
Herbata owocowa, czyli moja ulubiona
lekka książka
Przedstawię Wam tu całą trylogię,
którą większość z Was pewnie już kojarzy. Mam na myśli „Rywalki” Kiery Cass. Wszystkie
tomy czyta się bardzo szybko, są to książki dosłownie na jeden lub dwa
wieczory. Czytając je, nigdy nie można być do końca pewnym, jak wyglądać będzie
koniec, a często ma się chęć przenieść się do świata bohaterów.
„Ty sobie nie dajesz
rady z płaczącymi kobietami, a ja nie radzę ze spacerami u boku księcia.”
Iced tea, czyli książka, która
zmroziła mi krew w żyłach
Przyszedł czas na przedostatnią
kategorię. Zdecydowałam się wybrać tu „Igrzyska śmierci” Suzanne Collins, które
wcale nie są horrorem, jednak pokazały mi, jak nasz świat może wyglądać w
przyszłości (a może już po części tak wygląda). Jest to książka, która otworzyła
mi na pewne rzeczy oczy i jednocześnie przeraziła mnie. Z pewnością długi czas
o niej nie zapomnę i jeszcze kiedyś po nią sięgnę.
„Niszczenie jest
znacznie łatwiejsze od tworzenia.”
Rozlana herbata, czyli kogo taguję!
Kogo taguję? Ciebie, tak - Ciebie,
drogi czytelniku ;). Jeżeli posiadasz bloga lub kanał na You Tube, to wykonaj
ten tag, a jeżeli już to zrobiłeś, to zostaw link w komentarzu, chętnie zajrzę.
środa, 26 października 2016
JESIENNY MARATON / „Harry Potter i
Komnata Tajemnic”
„To nasze wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż
nasze zdolności.”
W ostatnią niedzielę skończyłam
czytać drugi tom serii o Harrym Poterze i mogę powiedzieć tylko jedno… KIEDY
WRESZCIE PRZYJDZIE DO MNIE LIST Z HOGWARTU??? Książka okazała się równie
zabawna, magiczna i zaskakująca, jak pierwsza część. Od razu zaznaczam, że w
recenzji nie znajdą się żadne spojlery, więc możecie ją czytać, nawet jeśli nie
czytaliście jeszcze żadnego tomu.
Główny wątek
książki opiera się na Harrym, który z pomocą przyjaciół próbuje rozwiązać
tajemnicę związaną z Komnatą Tajemnic. Nic więcej nie mówię, ponieważ nie chcę
odbierać Wam przyjemności z poznawania całej tej historii ;).
„Strach przed imieniem zwiększa strach przed tym, kto je nosi.”
Jak dla mnie
dużym plusem okazało się to, że książka wydała mi się bardziej mroczna, niż
pierwsza część. W Hogwarcie działy się bardzo niepokojące rzeczy, przez co
wszyscy żyli tam w strachu. Niemal do końca nie wiadomo, kto jest powodem tych
wszystkich przerażających wydarzeń, możemy się tego jedynie domyślać. Od
pierwszych stron powieści miałam pewną teorię i z dumą muszę przyznać, że
chociaż po części się ona sprawdziła :).
Jedną rzeczą,
nad którą bardzo ubolewałam, było to, że w tej części autorka mniej oddała
jesienny klimat związany z Nocą Duchów i magiczną aurę Bożego Narodzenia. Było
to z pewnością coś, czego bardzo wyczekiwałam. Naprawdę kocham, gdy książki
mają swój niepowtarzalny klimat, który ta powieść zdecydowanie posiadała,
jednak nie było to już to samo, co w pierwszej części.
„Słyszenie głosów, których nikt inny nie słyszy, nie jest dobrą oznaką,
nawet w świecie czarodziejów.”
Bardzo się
cieszę, że w tym tomie trochę większą rolę odegrała Ginny, młodsza siostra
Rona. Już w pierwszej części pojawiła się kilkukrotnie, jednak dopiero teraz
została uczennicą Hogwartu. Kolejny raz urzekł mnie Albus Dumbledore, już
właściwie legendarny dyrektor szkoły, który swoją mądrością i spokojem
zdobędzie szacunek każdego. Oprócz tego w powieści pojawia się również Zgredek,
który swoją nieustępliwością i determinacją podbił moje serce.
„Wiesz co, gdybyś jeszcze trochę wolniej myślał, to zacząłbyś się cofać.”
Uwielbiam w
książkach J. K. Rowling to, że zakończenia zawsze wywołują wielki uśmiech na
mojej twarzy i napełniają mnie nadzieją. Są tak magiczne, że od razu mam ochotę
sięgnąć po następny tom i poznać dalsze losy młodego czarodzieja.
Teraz przede
mną trzeci tom, którego już nie mogę się doczekać, jednak jak na razie muszę
czytać „Quo Vadis”, które jest moją szkolną lekturą :(.
A Wy co
myślicie o drugiej części Harrego Pottera? Jacy są Wasi ulubieni bohaterowie?
środa, 12 października 2016
JESIENNY MARATON / „Harry Potter i
Kamień Filozoficzny”
„Prawda to cudowna i straszliwa rzecz, więc trzeba się z nią obchodzić
ostrożnie.”
Dzisiaj
chciałabym opowiedzieć Wam, jaką cudowną przygodą było dla mnie czytanie znanej
na całym świecie historii o Harrym Potterze… po raz trzeci. Tej jesieni
postanowiłam zrealizować jesienny maraton, podczas którego przeczytam wszystkie
książki z magicznej serii J. K. Rowling. Na razie mam za sobą pierwszą część i
muszę przyznać, że naprawdę uwielbiam tę powieść.
Wiecie w
jaki sposób J. K. Rowling wpadła na pomysł o napisaniu opowieści o młodym
czarodzieju? Siedząc na peronie czekała na spóźniający się pociąg. Z nudów
zaczęła wymyślać historię i w połowie podróży miała już spisane wszystkie
wydarzenia i postaci, które pojawiły się w pierwszej powieści. Może właśnie w
ten sposób powstał peron numer dziewięć i trzy czwarte? ;)
Harry Potter jest czarnowłosym,
zielonookim chłopcem mieszkającym u znienawidzonego wujostwa. Jego życiu zawsze
towarzyszyły dziwne i niezrozumiałe wypadki, spotykały go same niepowodzenia. Jego
rodzice zginęli w wypadku samochodowym, jednak… czy na pewno? W dniu swoich
jedenastych urodzin Harry dowiaduje się o swoim prawdziwym pochodzeniu. Jego
rodzice byli czarodziejami zamordowanymi przez Voldemorta, najgorszego
czarnoksiężnika, jakiego widział świat, i chłopiec miał podzielić ten sam los,
gdyby nie… No właśnie, gdyby nie co? Voldemort w tamtym momencie zniknął,
stracił swoją siłę, a jedyną pamiątką po tamtym wydarzeniu jest blizna na czole
Harry’ego. Ludzie uważają chłopca za kogoś niezwykle potężnego, jednak on nie
wie dlaczego. Trafia do Hogwartu, Szkoły Magii i Czarodziejstwa, gdzie… Reszty
musicie dowiedzieć się sami ;).
„- Harry...jesteś czarodziejem. - W izbie zapadło milczenie. Słychać było
tylko morze i świst wiatru. - Czym jestem? - wydyszał Harry.”
Od razu
muszę powiedzieć, że według mnie jesień jest zdecydowanie najlepszym czasem na
czytanie tej książki. Dlaczego? Pełna jest magii, tajemnicy, ale i po części
mroku. Wszystko to zdecydowanie sprzyja deszczowym, pochmurnym, jesiennym
wieczorom. Wystarczy zaparzyć gorącą herbatkę, otulić się kocem i zagłębić się
w historię o Harrym, a cudowny wieczór gwarantowany.
„Jeśli ktoś kocha nas aż tak bardzo, to nawet jak odejdzie na zawsze,
jego miłość będzie nas zawsze chronić.”
Uwielbiam
dosłownie wszystkie postaci wykreowane przez autorkę. Niektóre dalej stanowią
dla mnie pewną tajemnicę, nie potrafię ich rozgryźć, jednak mam nadzieję, że
poznam je lepiej w następnych częściach. Wszyscy są cudownie stworzeni, każdy
ma swój indywidualny charakter. Ron i Hermiona są przyjaciółmi, których każdy
pragnąłby mieć u swojego boku, zawsze chętnymi na przygodę. Hagrid jest kimś,
kto w każdej sytuacji potrafi poprawić humor. Albus Dumbledore jest bardzo
ekscentryczny, a zarazem niezwykle mądry. No i oczywiście Draco, najgorszy wróg
Harry’ego, który jest tak samolubny, że aż zabawny.
„Są takie wydarzenia, które - przeżyte wspólnie - muszą się zakończyć
przyjaźnią…”
Cała powieść
jest pełna magii, tajemnic, przygód i przyjaźni. Wypełniona jest
niepowtarzalnym klimatem i dowcipem. Jest to opowieść zarówno dla starszych,
jak i dla młodszych - historia, której się nie zapomina.
A wy? Czytaliście
już Harry’ego Pottera? Jeśli tak, to do jakiego Domu należycie? Ja jestem z
Gryffindoru. :)
środa, 28 września 2016
POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI, CZYLI „GODZINA PĄSOWEJ RÓŻY” MARII KRUGER
Moi rodzice
są równie wielkimi miłośnikami książek co ja. To właśnie było głównym powodem,
dla jakiego postanowiłam przeczytać „Godzinę pąsowej róży”. Oboje bardzo
namawiali mnie, abym po nią sięgnęła. Powtarzali, że była to książka ich
młodości, i że gdy byli w moim wieku, to wręcz ją uwielbiali. Jednak czy ze mną
było tak samo?
Warto zwrócić
uwagę na piękną okładkę tej powieści. Jest to wydanie z 1972r., które dostałam
od mojego taty. Uwielbiam lekko pożółkłe strony książki i jej zapach - po
prostu mam słabość do starszych i już wiele razy czytanych wydań.
W jaki
sposób Maria Kruger wpadła na pomysł napisania „Godziny pąsowej róży”? Pewne
deszczowe wakacje autorka spędzała w starym dworze w okolicach Krakowa, gdzie
natrafiła na cudownie wydany rocznik czasopisma „Bluszcz”, który pochodził z
roku 1880. Na stronach magazynu znalazła ideały ówczesnej mody, suknie
sięgające podłogi, gorsety, kapelusze ozdobione mnóstwem kwiatów. Wszystko to
sprawiło, że zapragnęła… przenieść się w czasie.
Anda jest
zupełnie zwyczajną dziewczyną mieszkającą z rodziną w Warszawie. Nienawidzi
algebry, uwielbia pływać i zamierza w przyszłości osiągnąć wielki sukces. Jej
życie toczy się zupełnie zwyczajnie, wolny czas spędza na basenie i umawia się
z koleżankami do kina. Jednak pewnego dnia dzieje się coś zupełnie
niespodziewanego. Czternastolatka cofa się w czasie o całe… 80 lat. Nagle
roztargniona i żyjąca w pośpiechu Anda musi zmienić się w ściśniętą w gorset,
świetnie wychowaną Anusię, a 1960 rok zmienia się w 1880.
Jestem pod
wrażeniem sposobu, w jaki autorka przedstawiła epokę, do której przeniosła się
nastolatka. Po prostu zakochałam się w opisywanym jedzeniu, meblach i przede
wszystkim w strojach. Wszystko przepełnione było elegancją i romantyzmem, co
sprawiało, że momentami sama miałam ochotę znaleźć się w XIX wieku.
Bardzo
irytowała mnie postawa głównej bohaterki. Kompletnie nie posiadała
samozachowawczości, cały czas nie potrafiła odnaleźć się w nowej epoce i
doprowadzała do nowych skandali. Na samym początku tolerowałam to, starałam się
być wyrozumiała, ponieważ dziewczyna znalazła się nagle w zupełnie nowym dla
niej świecie. Jednak miałam wrażenie, że z każdą stroną było coraz gorzej.
Wyglądało to mniej więcej tak, że nastolatka używała lamp naftowych i myła się
w misce z wodą, po czym wychodziła na ulicę i próbowała zawołać taksówkę…
Z drugiej strony bardzo zaciekawiły
mnie niektóre aspekty z życia Andy w 1960 roku. Wiele z nich stanowiło dla mnie nowość. Wyobrażałam
sobie, że dla moich rodziców czytających kiedyś tę książkę, wszystko to było
całkowitą codziennością.
Generalnie
uważam powieść za wartą przeczytania, mimo że - niestety, zwłaszcza w drugiej
połowie, bardzo się wynudziłam. Jednak klimat książki jest naprawdę
niezapomniany, wszystko przepełnione jest romantyzmem. Chwilami bardzo
współczułam głównej bohaterce, ponieważ XIX wiek okazał się być zupełnie inny
od jej codziennego życia - pełen zasad i o wiele mniej wyrozumiały.
A wy czytaliście
już „Godzinę pąsowej róży”? Co o niej myślicie? Napiszcie w komentarzach!