piątek, 26 stycznia 2018

„DWANAŚCIE PRAC HERKULESA” – AGATHA CHRISTIE 

„Plotka to rzeczywiście hydra lernejska o dziewięciu głowach. Nie sposób jej zniszczyć, bo na miejscu jednej odciętej głowy wyrastają dwie nowe.”


Była to już czwarta książka Agathy Christie, po którą sięgnęłam. Tak jak wszystkie poprzednie opowiadała o genialnym detektywie Herkulesie Poirot. Niestety, okazała się najsłabsza z wszystkich czterech.
            Była to kolejna lektura na konkurs, po którą sięgnęłam. Byłam pozytywnie nastawiona ze względu na to, że poprzednie powieści tej autorki bardzo mi się podobały. Ta jednak trochę mnie zawiodła. Książka jest zbiorem 12 opowiadań, w których Poirot rozwiązuje różne zagadki inspirowane 12 pracami jego antycznego imiennika Herkulesa.

„- Wyobraziłem sobie następującą sytuację: twoja matka siedzi sobie z nieboszczką panią Holmes, szyją śpioszki lub stukają drutami i recytują - "Achilles, Herkules, Sherlock, Mycroft...”


            Pomysł ogólnie wydał mi się ciekawy, jednak opowiadania nie wciągnęły mnie za bardzo. Było kilka, które mi się podobały, ale były też takie, w których sama domyśliłam się, kto jest sprawcą przestępstwa. Z uwagi na to, że opowiadania były bardzo krótkie, nie mogłam się „wciągnąć” w historię, ani utożsamić z bohaterami. Za plus mogę uznać to, że wieczorami, nie mając za dużo czasu, jedno opowiadanie było idealne do przeczytania.

„Ma pan wyjątkowo męczącą cechę, że zwykle ma pan rację.”

            Podsumowując, miło było znowu poczytać o zmaganiach Poirota, jednak ogólnie książka była bardzo zwyczajna. Jeżeli macie ochotę na coś lekkiego, to możecie spokojnie sięgnąć po ten zbiór opowiadań, ale nie nastawiajcie się zbytnio na coś fantastycznego.

            Czytaliście już tę lub inną książkę Agathy Chriestie? Podzielcie się wrażeniami w komentarzu!

wtorek, 16 stycznia 2018

„STOWARZYSZENIE UMARŁYCH POETÓW” – NANCY H. KLEINBAUM 


„Poszedłem do lasu, wybrałem bowiem życie z umiarem. Chcę żyć pełnią życia, chcę wyssać wszystkie soki życia. By zgromić wszystko to, co życiem nie jest. By nie odkryć tuż przed śmiercią, że nie umiałem żyć.”

Po „Stowarzyszenie umarłych poetów” autorstwa Nancy H. Kleibaum sięgnęłam ze względu na to, że jest to lektura na konkurs, do którego się przygotowuję. Powieść bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, pokochałam ją całym serduszkiem. Wcześniej oglądałam film, na podstawie którego powstała książka. Wiedząc, że film był pierwowzorem powieści, a nie na odwrót, byłam trochę negatywnie nastawiona, jednak książka okazała się wspaniała.


            Do elitarnej Akademii Weltona trafia nowy nauczyciel języka angielskiego, John Keating. Wprowadza na swoich lekcjach zupełnie inne zasady, niż pozostali nauczyciele. Chłopcy, którzy są głównymi bohaterami powieści, uczą się cieszyć życiem, marzyć i walczyć o siebie.

„Jeśli chcesz wychować zagorzałego ateistę, musisz udzielać mu surowych lekcji religii. To zawsze owocuje dobrymi skutkami.”

            Bardzo podobało mi się to, jak wielką rolę w powieści odgrywa miłość chłopców do poezji, którą obudził w nich Keating. Było to coś niespotykanego i sprawiło, że sama chciałabym częściej sięgać po wiersze.

            Pokochałam klimat, który panował podczas czytania powieści - opisy życia uczniów w prywatnej szkole, ich potajemne spotkania, podczas których czytali wiersze oraz przepełniające nadzieją lekcje Keatinga. Wszystko to tworzyło niepowtarzalną atmosferę. Jestem osobą, dla której klimat powieści jest jednym z ważniejszych czynników, jakie wpływają na ocenę książki. W tym przypadku zdecydowanie się nie zawiodłam.

„Prawda jest jak przykrótki koc, pod którym marzną stopy.”

            Bohaterowie także są wielką zaletą. Każdy z nich jest zupełnie inny, walczy z innymi demonami. Poznajemy ich powoli, obserwujemy ich rozwój. Mają różne marzenia, charaktery i cele, a jednak tak świetnie się dogadują. Postaci były świetnie wykreowane, wydawały się bardzo prawdziwe.
            Polecam tę książkę każdemu, kto potrzebuje trochę inspiracji, kto chce przypomnieć sobie o tym, co właściwie znaczy „żyć”. Zakończenie złamało moje serce na miliony kawałeczków, jednak oprócz tego, że było smutne, było też przepiękne…

„O kapitanie mój, kapitanie!”


            A Wy? Czytaliście lub oglądaliście „Stowarzyszenie umarłych poetów”? Dajcie znać w komentarzu!

niedziela, 7 stycznia 2018

„CZERWONE JAK KREW” – SALLA SIMUKKA


„Była sobie raz dziewczynka, która nauczyła się bać.”

Lumikki Andersson jest zwyczajną nastolatką, która opanowała umiejętność wtapiania się w otoczenie, jak nikt inny. Jej mottem życiowym jest niezajmowanie się sprawami innych ludzi. Jednak wszystko się zmienia, gdy w szkolnej ciemni znajduje banknoty wybrudzone krwią…


            Była to pierwsza książka fińskiej autorki, jaką czytałam. Język, którym posługuje się Salla Simukka, bardzo przypadł mi do gustu. Zakochałam się w skandynawskim klimacie, jaki panuje w książce. Siedząc w łóżku pod ciepłym kocykiem czułam chłód przenikający ze stron książki. Osadzenie całej historii w małym fińskim miasteczku było dla mnie dużym atutem powieści.

„To jesteś ty. Należysz tylko do siebie i nosisz w sobie cały wszechświat. Możesz być, kim tylko zapragniesz.”

            Cała trylogia inspirowana jest bajką o Królewnie Śnieżce, jednak niestety, za dużo tych powiązań nie udało mi się znaleźć… Rzeczywiście, było ich kilka, jednak nie było to na tyle wyraziste, abym mogła stwierdzić, że cała fabuła oparta była na opowieści o królewnie.
            Dużą sympatią obdarzyłam główną bohaterkę. Lumikki nie bała się wyrażać swojego zdania, jak wiele „cichych myszek” w książkach, a przy tym wykazywała się ponadprzeciętną inteligencją. Do tego bardzo zaciekawiły mnie jej przeżycia z przeszłości, po których dziewczyna ma traumę. Jej przeszłość odkrywamy bardzo stopniowo i powoli, autorka bardzo przemyślanie podsyca naszą ciekawość.

„Nie zbieraj sił, aby się mścić. Zbieraj siły, aby unikać sytuacji, po której mogłabyś szukać zemsty.”

            Myślę, że plusem tej powieści, jest również pomysł na fabułę. Jest on niespotykany, zwłaszcza w książkach dla młodzieży. Koniecznie muszę sięgnąć po drugą część trylogii.

            A wy? Czytaliście już tę serię? Jakie macie o niej zdanie?

poniedziałek, 1 stycznia 2018

„WŁADCA CIENI” – CASSANDRA CLARE


„To właśnie jest miłość, synu cierni. Przyjmujemy jej najokrutniejsze ciosy, a kiedy zaczynamy od nich krwawić, szeptem za nie dziękujemy.”

 „Władca cieni” jest bardzo wyczekiwaną przeze mnie drugą częścią serii „Mroczne Intrygi”. Jest to kontynuacja książki „Pani noc”, którą kocham całym serduszkiem, dlatego, jak można się spodziewać, miałam co do tej powieści bardzo wysokie oczekiwania.
Książka opowiada o dalszych zmaganiach Emmy i Juliana, którzy są parabatai. Powinni razem walczyć i ginąć, są sobie bliżsi niż przyjaciele i rodzeństwo. Książka pełna jest akcji, wątki poszczególnych bohaterów płynnie się przeplatają. Nie powiem nic więcej na temat tego, co wydarzyło się w powieści, ponieważ niektórzy zapewne nie czytali jeszcze pierwszej części (musicie to jak najszybciej nadrobić!).

„Czasem ktoś kogo znasz całe życie, przestaje być kimś znanym i staje się nieznajomym. W cudowny, przedziwny sposób. Jakbyś odkrył, że plaża, którą odwiedzałeś przez całe życie, nie jest usypana z piasku, ale z diamentów, które oślepiają cię swoją urodą.”

            Pierwsza połowa książki trochę mnie rozczarowała. Książki Cassandry Clare z reguły wciągają mnie do wykreowanego przez autorkę świata i nie chcą z niego wypuścić. Teraz jednak było inaczej… Na początku odrobinę się męczyłam, jednak w drugiej połowie powieści akcja zdecydowanie się rozkręciła. Zakończenie złamało mi serce, a łzy spływały po mojej twarzy.


            Jak zwykle przy książkach tej autorki – całą sobą kocham bohaterów. Wszyscy są niepowtarzalni i wykreowani bardzo dokładnie. Każdy z nich jest inny, każdy skrywa swoje ciemne tajemnice. Poznajemy także bliżej kilka nowych postaci, które bardzo mnie urzekły. Cieszę się, że wystarczającą ilość uwagi otrzymali Drusilla, Ty i Livvy. Zdecydowanie pominięto ich w pierwszej części, teraz jednak autorka nam to wynagrodziła.

„Każdy się czegoś boi, Emmo. Boimy się, bo na różnych rzeczach nam zależy. Boimy się kogoś stracić, bo go kochamy. Boimy się śmierci, bo cenimy sobie życie. Nie narzekaj, że się boisz; gdybyś nie czuła strachu, niczego byś nie czuła.”


            Podsumowując, książka była troszkę gorsza od pierwszej części, jednak w dalszym ciągu przyjemnie się ją czytało. Z niecierpliwością czekam, aż ukaże się trzecia część tej serii.

wtorek, 24 października 2017

MOJA JESIENNA PLAYLISTA

                  Dzisiaj dla odmiany postanowiłam podzielić się z Wami moją jesienną playlistą, czyli wszystkimi piosenkami, których ostatnio nałogowo słucham. Muzyka jest ważną częścią mojego życia, dlatego postanowiłam stworzyć ten post. Chciałabym, aby coś w tym stylu pojawiało się tutaj co jakiś czas.
Enjoy!

























                    A Wy? Czego obecnie słuchacie? Wpadło Wam coś w ucho? Zostawcie po sobie ślad w komentarzu!

niedziela, 1 października 2017

„KRÓLEWSKA KLATKA” – VICTORIA AVEYARD


„Nadzieja w sytuacji, gdy nie ma na nią miejsca, jest okrucieństwem.”

„Królewska klatka” jest trzecią częścią serii Victorii Aveyard, opowiadającej o Mare, która żyje w świecie podzielonym na zwykłych ludzi o czerwonej krwi i ludzi obdarzonych nadzwyczajnymi zdolnościami, w których żyłach płynie srebrna krew. Przypadkiem okazuje się jednak, że dziewczyna, mimo że jest czerwoną, jest jeszcze potężniejsza niż srebrni, przez co jej życie zupełnie się zmienia.
            Dwie poprzednie części były genialne, dlatego byłam podekscytowana zabierając się za tę. „Czerwona królowa” i „Szklany miecz” bardzo mi się podobały, a zakończenia obu tych powieści niezwykle mnie zaskoczyły. Widać, jak wysokie oczekiwania miałam w stosunku do tej książki…

„Teraz wiem, że nie miałam pojęcia, czym jest miłość. Ani jakie to uczucie mieć nawet odrobinę pęknięte serce. To stać przed człowiekiem, który jest całym twoim światem, i dowiedzieć się, że nie wystarczasz. Że cię nie wybiera. Jesteś cieniem osoby, która jest twoim słońcem.”

            „Królewska klatka” nie rozczarowała mnie, ale też nie powaliła mnie na kolana. Myślę, że jak do tej pory jest najgorszą częścią tej serii. Zawarty był w niej bardzo niespotykany wątek. Bohaterowie byli świetnie wykreowani, jednak akcja niekiedy się dłużyła. Powieść czyta się powoli, z uwagi na małą ilość dialogów. Fabuła zawiera dużo wątków politycznych i walki o władzę, co bardzo mi się podobało.


            Sugerując się dwoma poprzednimi częściami oczekiwałam zakończenia, po którym nie będę mogła się pozbierać. Oczekiwałam szoku, tymczasem to, co dostałam od autorki, było dosyć przewidywalne i zaskoczyło mnie w niewielkim stopniu.

„Potwory są najbardziej niebezpieczne, gdy się boją.”

            Ciekawe, jak dalej potoczy się ta seria? Jestem wielką fanką tych książek i uwielbiam świat wykreowany przez Victorię Aveyard.

            A Wy? Zapoznaliście się już z tą serią? Jeżeli nie, to macie zamiar?

niedziela, 24 września 2017

SERIA „WYBRANI” – C. J. DAUGHERTY


            Serię książek „Wybrani” autorstwa C. J. Daugherty zaczęłam czytać już jakiś czas temu, jednak miałam dużą przerwę po przeczytaniu pierwszej części. Teraz wzięłam się w garść i postanowiłam dokończyć resztę tomów. Jakie są moje wrażenia?
            Allie jest zbuntowaną nastolatką. Po kolejnym aresztowaniu jej rodzice decydują się na radykalny krok – wysyłają dziewczynę do tajemniczej szkoły z internatem. Akademia Cimmeria nie jest jednak zwyczajną szkołą. Panują w niej dziwne zasady, pełna jest sekretów, uczęszcza do niej jedynie potomstwo najbogatszych i wpływowych ludzi. Gdy w szkole dochodzi do morderstwa, Allie ostatecznie przekonuje się, że pora zacząć działać.


            Pierwsza część jest zdecydowanie moją ulubioną. Było w niej najwięcej tajemnic i najwięcej akcji. Autorka świetnie budowała napięcie, co wprawiło mnie w duży podziw. Trzy następne części zachwyciły mnie zdecydowanie mniej, jednak dalej były przyzwoite. Bardzo szybko się je czytało, ponieważ styl autorki jest bardzo lekki. Ostatnia część jest jedynie trochę gorsza od pierwszej, moim zdaniem zasługuje na drugie miejsce wśród całej piątki tomów „Wybranych”. Autorka bardzo ciekawie zakończyła serię.
            Dużą zaletą powieści jest klimat panujący w Cimmeri. Bardzo polubiłam uczących tam nauczycieli i uczniów. Szkoła miała swoje niespotykane tradycje, które były bardzo interesujące. Uczniowie grali np. nocami w tenisa, używając świecących w ciemności piłek.
            Irytującym aspektem książek były rozterki miłosne głównej bohaterki. Od początku do końca serii dziewczyna schodziła i rozchodziła się na zmianę z Carterem i Sylvainem. Momentami miałam ochotę nią potrząsnąć. Psuło mi to niestety odbiór powieści.
            Wszystkie części przepełnione są akcją. Fabuła wciąga, a rozdziały się nie dłużą. Zakończenia powieści nie są zbyt przewidywalne, co jest dużą zaletą. Główna bohaterka dosyć trzeźwo myśli, co bardzo przypadło mi do gustu.
            Jest to luźna seria młodzieżowa, po którą warto sięgnąć, gdy ma się ochotę na coś lekkiego. Rzeczywistość wykreowana przez autorkę jest bardzo wyjątkowa i wciągająca.


            A Wy? Czytaliście coś autorstwa C. J. Daugherty? Podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzu!