sobota, 24 lutego 2018


„TALON” – JULIE KAGAWA


„Czyżby dlatego smokom odmawiano prawa do ludzkich uczuć, bo z tymi uczuciami zawsze wiążą się wielkie komplikacje?”

Ember Hill jest smokiem.
            Jest smokiem, który w ludzkiej postaci żyje w naszym świecie. Razem ze swoim bratem bliźniakiem pracuje dla Talonu, tajnej organizacji, do której należą wszystkie smoki. Każdy z nich ma do wykonania konkretne zadania, którymi zajmuje się całe życie, a Ember ma do dyspozycji tylko jedno lato, aby zaszaleć. Poznaje nowych przyjaciół, zakochuje się, jednak ta miłość okazuje się bardzo niebezpieczna… Czasami dziewczyna zapomina o tym, że cały czas poluje na nią Zakon św. Jerzego, który chce zabić ją i jej brata.
            Na książkę tę skusiłam się przede wszystkim przez przepiękną okładkę. Co do treści nie wiedziałam za bardzo, czego się spodziewać.


„Ludzie są jak rak. Rozprzestrzeniają się, biorą wszystko pod siebie tylko po to, by zniszczyć. Siebie też. Rasa ludzka jest słaba, a ty jesteś istotą wyższego rzędu, przewyższającą człowieka pod każdym względem.”

            Sam pomysł wydawał mi się bardzo ciekawy, nie czytałam do tej pory za dużo powieści o smokach, jednak uważam, że potencjał nie został zbytnio wykorzystany. Fabuła była dosyć banalna i przewidywalna, a główna bohaterka niezwykle mnie irytowała. Dialogi były wymuszone, a postaci niezbyt realne.
            Plusem powieści było to, że łatwo się ją czytało. Jest to całkiem przyjemna pozycja, jeśli szukacie czegoś na „odmóżdżenie”, jednak nawet jeżeli macie ochotę na coś lekkiego, to znalazłoby się wiele ciekawszych pozycji.



„Nienawidzą nas, bo jesteśmy inni, a ludzie zawsze boją się kogoś, kogo dobrze nie rozumieją.”

            Podsumowując, nie mam za dużo dobrego do powiedzenia o „Talonie”. Książka ta nie przypadła mi za bardzo do gustu i raczej szybko wyleci mi z pamięci. Nie zamierzam kontynuować tej serii.
            A Wy? Czytaliście „Talon”? Jeśli tak, to co o nim myślicie?

czwartek, 1 lutego 2018

„PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH” – OLGA TOKARCZUK


„Co to za świat? Czyjeś ciało przerobione na buty, na pulpety, na parówki, na dywan przed łóżkiem, wywar z czyichś kości do picia... Buty, kanapy, torba na ramię z czyjegoś brzucha, grzanie się cudzym futrem, zjadanie czyjegoś ciała, krojenie go na kawałki i smażenie w oleju... Czy to możliwe, że naprawdę dzieje się ta makabra, to wielkie zabijanie, okrutne, beznamiętne, mechaniczne, bez żadnych wyrzutów sumienia, bez najmniejszej refleksji?”

Janina Duszejko jest niczym nie wyróżniającą się starszą panią. Uwielbia astrologię i horoskopy, dogląda domów nieobecnych sąsiadów, ma zaledwie kilku bliskich przyjaciół i mieszka w bardzo spokojnym, przepełnionym naturą miejscu. Na pierwszy rzut oka nie różni się od wszystkich starszych kobiet, które widzimy każdego dnia na ulicach…
            Gdy w spokojnej okolicy dochodzi do kilku nagłych śmierci, Janina ma własne zdanie na temat tego, co się stało. Jest ona wielką miłośniczką wszystkiego co żyje, więc jej zdaniem morderstw dokonały… zwierzęta, które mściły się na ludziach.


            Niestety, nie czytam zbyt dużo polskiej literatury, jednak po zapoznaniu się z powieścią Olgi Tokarczuk zdecydowanie mam ochotę to zmienić. Język autorki bardzo przypadł mi do gustu, a bohaterowie byli genialnie wykreowani. Janina Duszejko była wspaniałą główną bohaterką. Miała bardzo niespotykane zainteresowania i poglądy, a przy tym była… zwyczajna - w taki sposób, że każdy może się do niej jakoś odnieść.
            Książka przepełniona jest rozważaniami Janiny na temat tego, dlaczego nie powinno się zabijać zwierząt i jeść mięsa. Sposób, w jaki darzyła ona miłością każde żywe stworzenie oraz argumenty, które wyciągała, aby pokazać, że zabijanie zwierząt jest złe, bardzo do mnie trafiały. Czytelnik sam zaczyna się zastanawiać, czy jedzenie mięsa jest właściwe.

„Czasami gdy człowiek doświadcza gniewu, wszystko wydaje się oczywiste i proste. Gniew zaprowadza porządek, pokazuje świat w oczywistym skrócie, w gniewie powraca też dar jasności widzenia, o który trudno w innych stanach.”

            Zakończenie powieści jest dosyć nieprzewidywalne. Chociaż trochę się go spodziewałam, to i tak mnie zakończyło. Sprawia ono, że zaczynamy kompletnie inaczej patrzeć na tę powieść i od nowa zastanawiać się, co jest właściwe.

„Stary sposób na senne koszmary jest taki, że trzeba je opowiedzieć na głos nad otworem ubikacji, a potem spuścić wodę.”

            Podsumowując, powieść bardzo mi się podobała. Była to miła odmiana od tego, co zazwyczaj czytam. Bardzo polubiłam bohaterów, akcja była interesująca, pozytywnie zaskoczyły mnie również wątki moralne, które przeplatają się z akcją.


 A Wy? Czytaliście już coś Olgi Tokarczuk? Jeśli tak, to co myślicie o jej twórczości?

piątek, 26 stycznia 2018

„DWANAŚCIE PRAC HERKULESA” – AGATHA CHRISTIE 

„Plotka to rzeczywiście hydra lernejska o dziewięciu głowach. Nie sposób jej zniszczyć, bo na miejscu jednej odciętej głowy wyrastają dwie nowe.”


Była to już czwarta książka Agathy Christie, po którą sięgnęłam. Tak jak wszystkie poprzednie opowiadała o genialnym detektywie Herkulesie Poirot. Niestety, okazała się najsłabsza z wszystkich czterech.
            Była to kolejna lektura na konkurs, po którą sięgnęłam. Byłam pozytywnie nastawiona ze względu na to, że poprzednie powieści tej autorki bardzo mi się podobały. Ta jednak trochę mnie zawiodła. Książka jest zbiorem 12 opowiadań, w których Poirot rozwiązuje różne zagadki inspirowane 12 pracami jego antycznego imiennika Herkulesa.

„- Wyobraziłem sobie następującą sytuację: twoja matka siedzi sobie z nieboszczką panią Holmes, szyją śpioszki lub stukają drutami i recytują - "Achilles, Herkules, Sherlock, Mycroft...”


            Pomysł ogólnie wydał mi się ciekawy, jednak opowiadania nie wciągnęły mnie za bardzo. Było kilka, które mi się podobały, ale były też takie, w których sama domyśliłam się, kto jest sprawcą przestępstwa. Z uwagi na to, że opowiadania były bardzo krótkie, nie mogłam się „wciągnąć” w historię, ani utożsamić z bohaterami. Za plus mogę uznać to, że wieczorami, nie mając za dużo czasu, jedno opowiadanie było idealne do przeczytania.

„Ma pan wyjątkowo męczącą cechę, że zwykle ma pan rację.”

            Podsumowując, miło było znowu poczytać o zmaganiach Poirota, jednak ogólnie książka była bardzo zwyczajna. Jeżeli macie ochotę na coś lekkiego, to możecie spokojnie sięgnąć po ten zbiór opowiadań, ale nie nastawiajcie się zbytnio na coś fantastycznego.

            Czytaliście już tę lub inną książkę Agathy Chriestie? Podzielcie się wrażeniami w komentarzu!

wtorek, 16 stycznia 2018

„STOWARZYSZENIE UMARŁYCH POETÓW” – NANCY H. KLEINBAUM 


„Poszedłem do lasu, wybrałem bowiem życie z umiarem. Chcę żyć pełnią życia, chcę wyssać wszystkie soki życia. By zgromić wszystko to, co życiem nie jest. By nie odkryć tuż przed śmiercią, że nie umiałem żyć.”

Po „Stowarzyszenie umarłych poetów” autorstwa Nancy H. Kleibaum sięgnęłam ze względu na to, że jest to lektura na konkurs, do którego się przygotowuję. Powieść bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, pokochałam ją całym serduszkiem. Wcześniej oglądałam film, na podstawie którego powstała książka. Wiedząc, że film był pierwowzorem powieści, a nie na odwrót, byłam trochę negatywnie nastawiona, jednak książka okazała się wspaniała.


            Do elitarnej Akademii Weltona trafia nowy nauczyciel języka angielskiego, John Keating. Wprowadza na swoich lekcjach zupełnie inne zasady, niż pozostali nauczyciele. Chłopcy, którzy są głównymi bohaterami powieści, uczą się cieszyć życiem, marzyć i walczyć o siebie.

„Jeśli chcesz wychować zagorzałego ateistę, musisz udzielać mu surowych lekcji religii. To zawsze owocuje dobrymi skutkami.”

            Bardzo podobało mi się to, jak wielką rolę w powieści odgrywa miłość chłopców do poezji, którą obudził w nich Keating. Było to coś niespotykanego i sprawiło, że sama chciałabym częściej sięgać po wiersze.

            Pokochałam klimat, który panował podczas czytania powieści - opisy życia uczniów w prywatnej szkole, ich potajemne spotkania, podczas których czytali wiersze oraz przepełniające nadzieją lekcje Keatinga. Wszystko to tworzyło niepowtarzalną atmosferę. Jestem osobą, dla której klimat powieści jest jednym z ważniejszych czynników, jakie wpływają na ocenę książki. W tym przypadku zdecydowanie się nie zawiodłam.

„Prawda jest jak przykrótki koc, pod którym marzną stopy.”

            Bohaterowie także są wielką zaletą. Każdy z nich jest zupełnie inny, walczy z innymi demonami. Poznajemy ich powoli, obserwujemy ich rozwój. Mają różne marzenia, charaktery i cele, a jednak tak świetnie się dogadują. Postaci były świetnie wykreowane, wydawały się bardzo prawdziwe.
            Polecam tę książkę każdemu, kto potrzebuje trochę inspiracji, kto chce przypomnieć sobie o tym, co właściwie znaczy „żyć”. Zakończenie złamało moje serce na miliony kawałeczków, jednak oprócz tego, że było smutne, było też przepiękne…

„O kapitanie mój, kapitanie!”


            A Wy? Czytaliście lub oglądaliście „Stowarzyszenie umarłych poetów”? Dajcie znać w komentarzu!

niedziela, 7 stycznia 2018

„CZERWONE JAK KREW” – SALLA SIMUKKA


„Była sobie raz dziewczynka, która nauczyła się bać.”

Lumikki Andersson jest zwyczajną nastolatką, która opanowała umiejętność wtapiania się w otoczenie, jak nikt inny. Jej mottem życiowym jest niezajmowanie się sprawami innych ludzi. Jednak wszystko się zmienia, gdy w szkolnej ciemni znajduje banknoty wybrudzone krwią…


            Była to pierwsza książka fińskiej autorki, jaką czytałam. Język, którym posługuje się Salla Simukka, bardzo przypadł mi do gustu. Zakochałam się w skandynawskim klimacie, jaki panuje w książce. Siedząc w łóżku pod ciepłym kocykiem czułam chłód przenikający ze stron książki. Osadzenie całej historii w małym fińskim miasteczku było dla mnie dużym atutem powieści.

„To jesteś ty. Należysz tylko do siebie i nosisz w sobie cały wszechświat. Możesz być, kim tylko zapragniesz.”

            Cała trylogia inspirowana jest bajką o Królewnie Śnieżce, jednak niestety, za dużo tych powiązań nie udało mi się znaleźć… Rzeczywiście, było ich kilka, jednak nie było to na tyle wyraziste, abym mogła stwierdzić, że cała fabuła oparta była na opowieści o królewnie.
            Dużą sympatią obdarzyłam główną bohaterkę. Lumikki nie bała się wyrażać swojego zdania, jak wiele „cichych myszek” w książkach, a przy tym wykazywała się ponadprzeciętną inteligencją. Do tego bardzo zaciekawiły mnie jej przeżycia z przeszłości, po których dziewczyna ma traumę. Jej przeszłość odkrywamy bardzo stopniowo i powoli, autorka bardzo przemyślanie podsyca naszą ciekawość.

„Nie zbieraj sił, aby się mścić. Zbieraj siły, aby unikać sytuacji, po której mogłabyś szukać zemsty.”

            Myślę, że plusem tej powieści, jest również pomysł na fabułę. Jest on niespotykany, zwłaszcza w książkach dla młodzieży. Koniecznie muszę sięgnąć po drugą część trylogii.

            A wy? Czytaliście już tę serię? Jakie macie o niej zdanie?

poniedziałek, 1 stycznia 2018

„WŁADCA CIENI” – CASSANDRA CLARE


„To właśnie jest miłość, synu cierni. Przyjmujemy jej najokrutniejsze ciosy, a kiedy zaczynamy od nich krwawić, szeptem za nie dziękujemy.”

 „Władca cieni” jest bardzo wyczekiwaną przeze mnie drugą częścią serii „Mroczne Intrygi”. Jest to kontynuacja książki „Pani noc”, którą kocham całym serduszkiem, dlatego, jak można się spodziewać, miałam co do tej powieści bardzo wysokie oczekiwania.
Książka opowiada o dalszych zmaganiach Emmy i Juliana, którzy są parabatai. Powinni razem walczyć i ginąć, są sobie bliżsi niż przyjaciele i rodzeństwo. Książka pełna jest akcji, wątki poszczególnych bohaterów płynnie się przeplatają. Nie powiem nic więcej na temat tego, co wydarzyło się w powieści, ponieważ niektórzy zapewne nie czytali jeszcze pierwszej części (musicie to jak najszybciej nadrobić!).

„Czasem ktoś kogo znasz całe życie, przestaje być kimś znanym i staje się nieznajomym. W cudowny, przedziwny sposób. Jakbyś odkrył, że plaża, którą odwiedzałeś przez całe życie, nie jest usypana z piasku, ale z diamentów, które oślepiają cię swoją urodą.”

            Pierwsza połowa książki trochę mnie rozczarowała. Książki Cassandry Clare z reguły wciągają mnie do wykreowanego przez autorkę świata i nie chcą z niego wypuścić. Teraz jednak było inaczej… Na początku odrobinę się męczyłam, jednak w drugiej połowie powieści akcja zdecydowanie się rozkręciła. Zakończenie złamało mi serce, a łzy spływały po mojej twarzy.


            Jak zwykle przy książkach tej autorki – całą sobą kocham bohaterów. Wszyscy są niepowtarzalni i wykreowani bardzo dokładnie. Każdy z nich jest inny, każdy skrywa swoje ciemne tajemnice. Poznajemy także bliżej kilka nowych postaci, które bardzo mnie urzekły. Cieszę się, że wystarczającą ilość uwagi otrzymali Drusilla, Ty i Livvy. Zdecydowanie pominięto ich w pierwszej części, teraz jednak autorka nam to wynagrodziła.

„Każdy się czegoś boi, Emmo. Boimy się, bo na różnych rzeczach nam zależy. Boimy się kogoś stracić, bo go kochamy. Boimy się śmierci, bo cenimy sobie życie. Nie narzekaj, że się boisz; gdybyś nie czuła strachu, niczego byś nie czuła.”


            Podsumowując, książka była troszkę gorsza od pierwszej części, jednak w dalszym ciągu przyjemnie się ją czytało. Z niecierpliwością czekam, aż ukaże się trzecia część tej serii.

wtorek, 24 października 2017

MOJA JESIENNA PLAYLISTA

                  Dzisiaj dla odmiany postanowiłam podzielić się z Wami moją jesienną playlistą, czyli wszystkimi piosenkami, których ostatnio nałogowo słucham. Muzyka jest ważną częścią mojego życia, dlatego postanowiłam stworzyć ten post. Chciałabym, aby coś w tym stylu pojawiało się tutaj co jakiś czas.
Enjoy!

























                    A Wy? Czego obecnie słuchacie? Wpadło Wam coś w ucho? Zostawcie po sobie ślad w komentarzu!

niedziela, 1 października 2017

„KRÓLEWSKA KLATKA” – VICTORIA AVEYARD


„Nadzieja w sytuacji, gdy nie ma na nią miejsca, jest okrucieństwem.”

„Królewska klatka” jest trzecią częścią serii Victorii Aveyard, opowiadającej o Mare, która żyje w świecie podzielonym na zwykłych ludzi o czerwonej krwi i ludzi obdarzonych nadzwyczajnymi zdolnościami, w których żyłach płynie srebrna krew. Przypadkiem okazuje się jednak, że dziewczyna, mimo że jest czerwoną, jest jeszcze potężniejsza niż srebrni, przez co jej życie zupełnie się zmienia.
            Dwie poprzednie części były genialne, dlatego byłam podekscytowana zabierając się za tę. „Czerwona królowa” i „Szklany miecz” bardzo mi się podobały, a zakończenia obu tych powieści niezwykle mnie zaskoczyły. Widać, jak wysokie oczekiwania miałam w stosunku do tej książki…

„Teraz wiem, że nie miałam pojęcia, czym jest miłość. Ani jakie to uczucie mieć nawet odrobinę pęknięte serce. To stać przed człowiekiem, który jest całym twoim światem, i dowiedzieć się, że nie wystarczasz. Że cię nie wybiera. Jesteś cieniem osoby, która jest twoim słońcem.”

            „Królewska klatka” nie rozczarowała mnie, ale też nie powaliła mnie na kolana. Myślę, że jak do tej pory jest najgorszą częścią tej serii. Zawarty był w niej bardzo niespotykany wątek. Bohaterowie byli świetnie wykreowani, jednak akcja niekiedy się dłużyła. Powieść czyta się powoli, z uwagi na małą ilość dialogów. Fabuła zawiera dużo wątków politycznych i walki o władzę, co bardzo mi się podobało.


            Sugerując się dwoma poprzednimi częściami oczekiwałam zakończenia, po którym nie będę mogła się pozbierać. Oczekiwałam szoku, tymczasem to, co dostałam od autorki, było dosyć przewidywalne i zaskoczyło mnie w niewielkim stopniu.

„Potwory są najbardziej niebezpieczne, gdy się boją.”

            Ciekawe, jak dalej potoczy się ta seria? Jestem wielką fanką tych książek i uwielbiam świat wykreowany przez Victorię Aveyard.

            A Wy? Zapoznaliście się już z tą serią? Jeżeli nie, to macie zamiar?

niedziela, 24 września 2017

SERIA „WYBRANI” – C. J. DAUGHERTY


            Serię książek „Wybrani” autorstwa C. J. Daugherty zaczęłam czytać już jakiś czas temu, jednak miałam dużą przerwę po przeczytaniu pierwszej części. Teraz wzięłam się w garść i postanowiłam dokończyć resztę tomów. Jakie są moje wrażenia?
            Allie jest zbuntowaną nastolatką. Po kolejnym aresztowaniu jej rodzice decydują się na radykalny krok – wysyłają dziewczynę do tajemniczej szkoły z internatem. Akademia Cimmeria nie jest jednak zwyczajną szkołą. Panują w niej dziwne zasady, pełna jest sekretów, uczęszcza do niej jedynie potomstwo najbogatszych i wpływowych ludzi. Gdy w szkole dochodzi do morderstwa, Allie ostatecznie przekonuje się, że pora zacząć działać.


            Pierwsza część jest zdecydowanie moją ulubioną. Było w niej najwięcej tajemnic i najwięcej akcji. Autorka świetnie budowała napięcie, co wprawiło mnie w duży podziw. Trzy następne części zachwyciły mnie zdecydowanie mniej, jednak dalej były przyzwoite. Bardzo szybko się je czytało, ponieważ styl autorki jest bardzo lekki. Ostatnia część jest jedynie trochę gorsza od pierwszej, moim zdaniem zasługuje na drugie miejsce wśród całej piątki tomów „Wybranych”. Autorka bardzo ciekawie zakończyła serię.
            Dużą zaletą powieści jest klimat panujący w Cimmeri. Bardzo polubiłam uczących tam nauczycieli i uczniów. Szkoła miała swoje niespotykane tradycje, które były bardzo interesujące. Uczniowie grali np. nocami w tenisa, używając świecących w ciemności piłek.
            Irytującym aspektem książek były rozterki miłosne głównej bohaterki. Od początku do końca serii dziewczyna schodziła i rozchodziła się na zmianę z Carterem i Sylvainem. Momentami miałam ochotę nią potrząsnąć. Psuło mi to niestety odbiór powieści.
            Wszystkie części przepełnione są akcją. Fabuła wciąga, a rozdziały się nie dłużą. Zakończenia powieści nie są zbyt przewidywalne, co jest dużą zaletą. Główna bohaterka dosyć trzeźwo myśli, co bardzo przypadło mi do gustu.
            Jest to luźna seria młodzieżowa, po którą warto sięgnąć, gdy ma się ochotę na coś lekkiego. Rzeczywistość wykreowana przez autorkę jest bardzo wyjątkowa i wciągająca.


            A Wy? Czytaliście coś autorstwa C. J. Daugherty? Podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzu!

sobota, 16 września 2017

JEDNA Z NAJPIĘKNIEJSZYCH KSIĄŻEK,CZYLI „SŁOWIK” – KRISTIN HANNAH 


„Miłość powinna być silniejsza od nienawiści, inaczej nie ma dla nas przyszłości.”

„Słowik” Kristin Hannah to powieść, która była wychwalana praktycznie przez każdego, kto ją przeczytał. W końcu chciałam się przekonać, skąd bierze się fenomen tej książki. Dodatkowo zachęciła mnie przecudowna okładka.
            Isabelle i Vianne są siostrami, które więcej dzieli, niż łączy. Podążają oddzielnymi drogami od czasu, gdy po śmierci matki porzucił je ojciec. Jednak wszystko ulega zmianie z chwilą najazdu nazistów na Francję. Nagle ich życie staje się niezwykle skomplikowane i ograniczane w każdym aspekcie. Kobiety muszą zawalczyć ze wszystkimi przeciwnościami losu i jednocześnie odnaleźć miłość, przyjaźń, a przede wszystkim nadzieję.


            To jedna z najpiękniejszych książek, które przeczytałam w życiu. Mówię to z niezachwianą pewnością. Powieść wspaniale obrazuje trudne czasy wojenne z perspektywy zwykłych ludzi. Główne bohaterki nie były Żydówkami, nie trafiły na front jak mężczyźni, a mimo wszystko każda walczyła na swój sposób.

„Kobiety żyją dalej. Dla nas ta wojna była czymś innym niż dla nich. Kiedy się skończyła, nie brałyśmy udziału w paradach, nie dostawałyśmy medali, nie wspominano o nas w książkach historycznych. W czasie wojny robiłyśmy to, co do nas należało, a gdy się skończyła, pozbierałyśmy kawałki i zaczęłyśmy życie od nowa.”

            Autorka fantastycznie wykreowała postacie. Były to osoby z krwi i kości, które jednocześnie popełniały błędy i odnosiły sukcesy. Dużym plusem jest szybka akcja, rzadko spotykana w tego typu książkach. Powieść, mimo jej dużych rozmiarów, czytało się bardzo szybko. Nie mogłam się od niej oderwać.
            Książka wzbudziła we mnie mnóstwo emocji. Uśmiechałam się - ciesząc się ze szczęścia bohaterek, wstrzymywałam oddech - gdy nie byłam pewna ich losu i płakałam - czasami ze wzruszenia, a czasami ze smutku.

„To nie boli, powtarzała w duchu, to tylko moje ciało. Nie mogą tknąć mojej duszy.”


            „Słowik” jest wspaniałą lekturą. Kristin Hannah stworzyła powieść, której nie da się opisać słowami. Serdecznie polecam ją każdemu.


            A Wy? Co sądzicie o tej historii?

czwartek, 14 września 2017

„PRAWDODZIEJKA” – SUSAN DENNARD


„Wyczuł krew… ostrą woń krwi. Dzikiej krwi. Krwi, która przywodziła mu na myśl łańcuchy górskie i zbocza urwisk, łąki usiane dmuchawcami i prawdę ukrytą pod śniegiem.”

„Prawdodziejka” Susan Dennard była dosyć popularna jakiś czas temu, gdy oceniano ją jako dobry początek nowej serii fantasy. Sięgnęłam po nią, by wyrobić sobie własne zdanie.
            Safiya potrafi zdemaskować każde kłamstwo. Wielu zabiłoby dla tej umiejętności, dlatego Safi musi pozostać w ukryciu. Inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. Jednak wszystko się zmienia, gdy dziewczyny zostają wplątane w intrygę, która ma zapobiec ponownemu wybuchowi wojny.
            Świat wykreowany przez autorkę jest bardzo interesujący. Pełen magii, polityki i intryg. Nie można w nim ufać nikomu. Rzeczywistość, w której żyją główne bohaterki, jest bardzo brutalna.


„Zachowywała się tak, jak walczyła, i tak, jak tańczyła – doprowadzając ludzi do ostateczności i testując ich wytrzymałość.”

            Bardzo przeszkadzały mi dialogi między bohaterami. Ich rozmowy były sztuczne i jakby wymuszone. Miałam wrażenie, że nikt nie rozmawia tak w realnym życiu. Psuło to mi odbiór całej powieści, nie wiem tylko, czy jest to wina tłumaczenia, czy samej autorki.
            Główne bohaterki irytowały mnie już od pierwszych stron, w szczególności Safiya. Jej bezmyślność w wielu sytuacjach była wprost nie do zniesienia. Iseult darzyłam zdecydowanie większą sympatią. Oprócz tego było kilka innych postaci, które bardzo polubiłam.

„Bądź jak kwiat, jak kwiat na tafli jeziora.”
„Mhe verujta. - Zaufaj mi, jakby moja dusza była twoją duszą.”


            Po przeczytaniu „Prawdodziejki” wydaje mi się, że to seria o bardzo dużym potencjale. Jestem ciekawa następnych tomów.


            A Wy? Jakie macie zdanie na temat tej pozycji?

poniedziałek, 4 września 2017

„KRÓL KRUKÓW” – MAGGIE STIEFVATER


„Krzyczą tylko ci ludzie, którzy mają zbyt ubogie słownictwo, żeby szeptać.”

O „Królu Kruków” Maggie Stiefvater słyszałam już dawno i były to praktycznie same dobre opinie. Do przeczytania tej powieści ostatecznie zachęcił mnie klub książkowy @czytajta.
            Kim są bohaterowie? Blue jest dziewczyną, która skaże swojego wybranka na śmierć, gdy tylko go pocałuje. Z tą wiedzą dziewczyna żyje od zawsze. Jest córką wróżki, wszystkie jej ciotki potrafią przepowiadać przyszłość – jednak ona nie posiada tej zdolności. Gansey ma obsesję na punkcie linii mocy. Pragnie ją odnaleźć za wszelką cenę, aby obudzić śpiącego od stuleci Glendowera. Z kolei Adam jest bardzo inteligentny, zrobi wszystko aby uratować przyjaciół. Ronan nie potrafi się pozbierać po śmierci ojca. Udaje osobę, która niczym się nie przejmuje, jednak są to tylko pozory. W końcu ich drogi się krzyżują i od tego czasu nic nie jest takie, jak wcześniej.

„Czy to w taki sposób idziemy na spotkanie śmierci? Bledniemy z każdym chwiejnym krokiem, zamiast świadomie zbliżać się do końca?”


            Książka przesyconą jest magią i niesamowitym klimatem. Akcja toczy się powoli. Czytelnik nieśpiesznie odkrywa fabułę i poznaje postaci. Jest to cecha rzadko spotykana w tego typu książkach. Wydało mi się to bardzo intrygujące. Nie jestem osobą, dla której najważniejsza jest w książkach szybka i rwąca akcja.
            Bohaterowie są cudowni. Są bardzo niespotykani, a z drugiej strony myślę, że każdy mógłby się z nimi utożsamić. Rozmowy między postaciami były naturalne i niewymuszone. Miałam wrażenie, że bohaterowie bez problemu mogliby zostać moimi przyjaciółmi. Pomysł na fabułę wydał mi się interesujący i niekonwencjonalny. Nigdy jeszcze nie czytałam czegoś w tym stylu.

„- Mam do was prośbę. Umówmy się, że od teraz jesteśmy ze sobą szczerzy. Koniec z gierkami. To dotyczy nie tylko Blue. Wszystkich.
- Ja zawsze jestem szczery - prychnął Ronan.
- Człowieku, to największe kłamstwo w twoim życiu - odparł Adam.”

Była to książka jedyna w swoim rodzaju. Zdecydowanie sięgnę w przyszłości po następne pozycje z tej serii i resztę twórczości autorki.


A Wy? Co sądzicie o powieściach Maggie Stiefvater?

środa, 30 sierpnia 2017

„UKRYTA WYROCZNIA” – RICK RIORDAN


„Wszystko jeszcze da się odmienić, Apollinie. To jest dobre w byciu człowiekiem. Mamy tylko jedno życie, ale możemy wybrać, jaka będzie nasza opowieść.”

„Ukryta Wyrocznia”, pierwszy tom serii „Apollo i Boskie Próby”, jest drugą przeczytaną przeze mnie w wakacje książką Ricka Riordana. Uwielbiam tego autora, a ta seria zapowiadała się nadzwyczaj świetnie. Może właśnie dlatego miałam wobec niej bardzo wysokie oczekiwania? I wiecie co? Nie zawiodłam się.


            Apollo, bóg piękna, światła, poezji i zarazy, zostaje za karę zrzucony z Olimpu do świata śmiertelników. W jego żyłach zamiast ichor zaczyna płynąć szkarłatna krew. Zamienia się w nastolatka o greckim imieniu zmagającego się z trądzikiem. Nie jest to jednak koniec kłopotów. Apollo spotyka dziewczynkę o imieniu Meg, u której boku musi zmierzyć się z niebezpiecznym zadaniem. Nie jest to łatwe, zważywszy na to, że odebrano mu wszystkie nadludzkie zdolności.

„Nigdy nie zrozumiem, jak wy, śmiertelnicy, potraficie z tym żyć. Jesteście przez cały czas uwięzieni w worku z mięsa, niezdolni do przeżywania tak zwyczajnych przyjemności jak zmiana w kolibra albo rozpłynięcie się w czyste światło.
A teraz, o niebiosa, zostałem jednym z was - kolejnym workiem mięsa.”

            Apollo jest bohaterem, którego ubóstwiam. Mieliśmy okazję poznać go w innych powieściach Ricka Riordana. Wtedy czytaliśmy o jego boskiej postaci - niezwykle pięknym, wiecznie młodym, złotowłosym młodzieńcu, który uwielbia wykorzystywać herosów do załatwiania swoich spraw. Czuł się nieśmiertelny. I taki praktycznie był. Teraz jednak poznajemy Apolla, będącego narratorem powieści, od zupełnie innej strony. Staje się śmiertelnikiem, jest podatny na zranienia i wcale nie przypomina idealnej wersji siebie.

„Miny pozostałych spoważniały. Kiedy dziecko Aresa mówi coś rozsądnego, to znaczy, że sytuacja jest poważna.”

            Poczucie humoru, którym obdarzył głównego bohatera Riordan, jest genialne. Czytając tę powieść, wiele razy łapałam się na tym, że mam wielkiego „banana” na twarzy, z powodu tego, co przed chwilą przeczytałam. Jest to jedna z najzabawniejszych książek tego autora. Bardzo ucieszyło mnie również to, że dużą rolę w powieści odgrywają postaci, które wspomniane były w innych seriach, jednak nie poświęcono im wtedy należytej uwagi. Znaleźliśmy się także ponownie w Obozie Herosów, znanym ze starszej twórczości Riordana.


„Apollo i Boskie Próby” to zupełnie nowa seria. Mimo to, jeżeli nie czytaliście wcześniejszych powieści Riordana o greckich bogach, to radziłabym najpierw sięgnąć właśnie po nie, a potem wrócić do Apolla. W „Ukrytej wyroczni” znajduje się naprawdę wiele spojlerów. Nie zmienia to faktu, że książka ta stała się jedną z moich ulubionych pozycji w całym dotychczasowym dorobku Ricka Riordana. Już nie mogę się doczekać, aż zabiorę się za drugi tom.


            A Wy? Co myślicie o Apollinie i jego zmaganiach w świecie ludzi?

piątek, 18 sierpnia 2017

„MŁOT THORA” – RICK RIORDAN 


Dzisiejszy post dotyczyć będzie drugiej części serii Ricka Riordana „Magnus Chase i Bogowie Asgardu”. Rick Riordan jest autorem, który uwielbia tworzyć swoje powieści na podstawie różnych mitologii. Seria o Magnusie oparta jest na mitologii nordyckiej, o której przed przeczytaniem tych książek nie miałam pojęcia. Za to teraz zaznajomiona jestem z wieloma bogami i legendami, które są fascynujące.

„Bycie synem Frejra nauczyło mnie jednego - nie zawsze mogłem walczyć za przyjaciół. Jedyne, co rzeczywiście mogłem zrobić, to leczyć ich rany.”

            Dopóki nie sięgnęłam po tę powieść, nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo tęskniłam za stylem pisania Ricka Riordana. Poczucie humoru, którym przepełniona jest cała jego twórczość, jest naprawdę wyjątkowe. Potrafi wykreować nieszablonowe postaci i świat, w którym samemu chciałoby się żyć.


            Nie będę się rozwodzić na temat fabuły powieści, ponieważ jest to recenzja drugiego tomu, a nie chcę nic zaspojlerować. Jedyne, co musicie wiedzieć, to że seria ta przepełniona jest akcją i poczuciem humoru. Autor w cudowny sposób łączy świat nordyckich bogów i niczego nieświadomych śmiertelników. Bardzo podobało mi się również to, że w powieści pojawiła się postać z innej serii Riordana. Poza tym w książce poznajemy nową postać, którą po prostu kocham i nie mogę się doczekać, aż będę mogła przeczytać o niej więcej.

„- Chwileczkę. Jesteś niewiastą?
- Uhm... Tak, książę. Nazywam się Samira al-Abbas.
- Zwana też potworem z toporem - powiedziałem.
- Zemszczę się! - syknęła do mnie Sam.”

            Jestem wielką fanką twórczości Ricka Riordana. Czytając jego powieści jestem pod wielkim wrażeniem tego, w jaki sposób potrafi wpleść w fabułę przeróżne mity, wierzenia i legendy. Jego bohaterowie wydają się bardzo realistyczni, a bogowie nie zawsze są bez wad. Serię o Magnusie polecam każdemu i z niecierpliwością czekam na następną część.


            A Wy? Czytaliście książki Ricka Riordana? Co o nich sądzicie? Podzielcie się swoją opinią w komentarzu!

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

„MARTIN EDEN” – JACK LONDON


            Postanowiłam bardziej zapoznać się z klasyką literatury. „Martina Edena” polecili mi rodzice i uważam, że był to świetny wybór.

„Ciało Ruth miało jakieś cechy odmienne. Nie uważał go za twór z krwi i kości, podległy cielesnym chorobom i ułomnościom. Jej ciało było czymś więcej niż przybytkiem ducha. Było ono wykwitem tego ducha, czystą i uroczą krystalizacją jej boskiej istoty.”



            Jack London to znany na całym świecie amerykański pisarz. Jego powieści zawierają w sobie wiele wątków autobiograficznych, „Martin Eden” również. Uważam, że jest to bardzo interesujące i niespotykane.
            Główny bohater powieści to tytułowy Martin Eden – prosty marynarz, który całe życie spędził w biedzie i nigdy nie zetknął się z prawdziwą kulturą i sztuką. Jest w pełni zadowolony ze swojego dotychczasowego stylu życia, dopóki nie poznaje Ruth - dziewczyny z wyższych sfer, wykształconej studentki z nienagannymi manierami. Z jego strony jest to miłość od pierwszego wejrzenia. Martin próbuje się zmienić, aby dorównać swojej wybrance. W trakcie swojej przemiany odnajduje nową pasję – pisanie. Postanawia zostać pisarzem i dąży do obranego sobie celu.

„Podczas kiedy oni uczyli się życia z książek, on żył naprawdę.”


            Powieść ma dużo wątków psychologicznych. Zawiera rozważania głównego bohatera nad sensem życia i nad tym, co właściwie jest mu potrzebne do szczęścia. Mimo, że fabuła powieści opiera się na miłości Martina i Ruth, to nie nazwałabym jej romansem. Ma ona bowiem o wiele głębsze przesłanie, opowiada o dążeniu do perfekcji, o próbie udoskonalania siebie… Tylko czy ma to jakiś sens?
            Zakochałam się w stylu pisania Jacka Londona. Uwielbiam jego opisy. Czytając zastanawiałam się, jak możliwe jest tworzenie tak pięknych zdań. Język Londona jest zdecydowanie inny od autorów, których powieści wcześniej czytałam.

„Ludzie ci myślą, że myślą, i te bezmyślne stworzenia stają się wyroczniami decydującymi o życiu tych nielicznych, którzy myślą naprawdę.”

            Zakończenie powieści było bardzo zaskakujące. Jest to cecha, którą uwielbiam w książkach. Dzieło Londona bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i uważam, że jest to naprawdę przepiękna i wartościowa powieść.


            A Wy? Czytacie dużo klasyki? Jeżeli tak, to napiszcie mi w komentarzu, po co jeszcze powinnam sięgnąć!